ZACHODNIOPOMORSKA SEKCJA POSZUKIWAWCZO-RATOWNICZA OSP WOŁCZKOWO
SEKCJA POSZUKIWAWCZO-RATOWNICZA OSP WOŁCZKOWO
SPR OSP WOŁCZKOWO
TELEFON ALARMOWY: +48 883 426 880
Menu

Współpracujemy z:

Artykuł w planeta szczecin!

Dodano: 2012-06-13

Artykuł w planeta szczecin!

Satysfakcja, pasja i szczęście na czterech łapach

 

„Psy ratownicze – wykorzystywane są w wielu sytuacjach:  do poszukiwania osób zaginionych w terenie otwartym, żywych osób uwięzionych w osuwiskach, pod gruzami zawalonych obiektów budowlanych. Dla psa ratowniczego nie jest ważny ślad zapachowy człowieka, lecz w ogóle zapach żywego człowieka. Pies nie tylko potrafi wykryć zapach, ale jest także zdolny do określenia jego stężenia – dzięki czemu poruszając się od słabszego do mocniejszego stężenia, potrafi bardzo szybko znaleźć źródło zapachu i wskazać je przewodnikowi na przykład poprzez szczekanie”[i]. O pracy z psami, realizowaniu marzeń i ciągłym doskonaleniu się opowiadają członkowie Sekcji Poszukiwawczo-Ratowniczej przy OSP Wołczkowo: Joanna Szumer, Łukasz Mazur i Adam Wołyński.

[i] „Sekcja Poszukiwawczo-Ratownicza OSP Wołczkowo Zachodniopomorskie Psy Ratownicze”, http://www.psyratownicze.eu/, 12.06.2012 r.

 


Kinga Dziadosz: Wielu ludzi ma psy, ale u większości ich posiadanie ogranicza się do spacerów i ewentualnego szkolenia posłuszeństwa. Skąd pomysł na stworzenie sekcji Ochotniczej Straży z psami ratowniczymi? Co Wam to tak naprawdę daje?

 

Joanna Szumer: Dla większości z nas psy są po prostu pasją. Nasi ratownicy to osoby, które kochają zarówno psy, jak i niesienie pomocy ludziom. Jest to naszą pasją. Konsekwentnie się w niej realizujemy.

 

Łukasz Mazur: Satysfakcję. To połączenie kilku rzeczy, takich jak pasja do psów i ratownictwa oraz chęć robienia czegoś dobrego. Motywację daje też fakt, że większość treningów odbywamy na świeżym powietrzu, w dobrym towarzystwie. Szkolenie psów poszukiwawczych z założenia jest czymś dobrym i pożytecznym. Wypadkową wszystkiego, co robimy, jest świadomość, że być może komuś kiedyś uratujemy życie.

 

Adam Wołyński: Bardzo lubię pracę z ludźmi, a tutaj spotkałem jednych z najlepszych, jakich miałem okazję w życiu poznać. Druga kwestia jest bardziej osobista. Dwanaście lat temu zaginęła moja siostra, do tej pory nie ma po niej śladu. Od tamtego czasu przyrzekłem sobie, że będę działał w takich formacjach jak Straż czy Pogotowie. Przede wszystkim cieszę się, że mogę zrobić coś dla rodzin osób, które zaginęły.

 

Czy każdy pies nadaje się do takiej pracy? Jakie predyspozycje musi posiadać pies i przewodnik, żeby stanowili razem zgrany zespół? I kto jest w tym duecie ważniejszy?

 

J.S.: Nawet najlepszy pies nie ma znaczenia bez przewodnika. To przewodnicy jako ludzie tworzą zespół. To oni uczestniczą w treningach, biorą udział w akcjach, decydują o kierunku rozpoczęcia pracy i prowadzą psa. Za priorytet przyjęliśmy założenie, żeby ludzie będący w naszej sekcji mieli chęć pomagania innym, motywację, wewnętrzny spokój, umiarkowanie w dążeniu do celów. Ponadto muszą być nastawieni na zespół. Dlaczego tak ważna jest dla nas zespołowość? W przypadku gdy ktoś jest nastawiony wyłącznie na siebie, zaczyna dochodzić do sytuacji, w których będzie rywalizować z innymi, a to może spowodować brak zaufania całego zespołu. Tacy ludzie nie będą szczęśliwi, a pasja, która prowadzi do bycia nieszczęśliwym i do negatywnych emocji, takich jak brak satysfakcji czy szacunku do drugiego człowieka, przestaje być pasją. Staramy się panować nad tymi emocjami i utrzymywać równowagę. Dla nas sukces odnalezienia zaginionego jest sukcesem zespołu, a nie pojedynczego przewodnika.

 

Państwowa Straż Pożarna również posiada psy ratownicze. Jaka jest wobec tego, poza formalną, różnica między psem „państwowym” a psem ochotnikiem?

 

J.S.:  W przypadku psów „państwowych” istnieje określona lista ras, z których wybiera się psy do szkoleń i służby. Z kolei psy w ochotniczych jednostkach to psy najróżniejszych ras, jak też nierasowe. Jeśli pies ma predyspozycje, to rasa nie ma znaczenia. Pies ratowniczy musi być zdrowy, socjalny, pozytywnie reagować na ludzi, dodatkowo mieć silną motywację, motor do pracy i nie może być bojaźliwy ani agresywny. Każdy kandydat na przewodnika psa ratowniczego przechodzi w naszym zespole wstępne testy, które sprawdzają jego predyspozycje do pracy. Ponadto psy "państwowe" mają możliwość wyjazdu na misje międzynarodowe, a psy ratownicze z Ochotniczej Straży Pożarnej pracują tylko na terenie naszego kraju.

 

Czy pies ochotnik po przejściu egzaminu bierze udział w akcjach, tak samo jak pies PSP?

 

J.S.: Tak, pies z Ochotniczej Straży Pożarnej bierze udział w akcjach krajowych, tak samo jak pies ratowniczy Państwowej Straży Pożarnej. Przewodnicy i psy certyfikowani są przez Komendę Główną Państwowej Straży Pożarnej. Egzamin trwa trzydzieści minut i polega na znalezieniu przez psa ratowniczego dwóch poszkodowanych osób. Zdany egzamin to dopiero początek. Jest to tak naprawdę mała próba przed rzeczywistymi akcjami, w których być może psy będą brać udział. Jednak egzamin taki jest konieczny, aby móc przystępować do akcji poszukiwawczych. Życie wymusza na nas odpowiedzialność za poziom pracy. Nie poprzestajemy na podstawie. Każdego dnia wchodzimy szczebel wyżej w naszej drabinie pracy: kształcimy się, podnosimy i uzupełniamy swoje kwalifikacje.

Katarzyna Jaroszewicz: Jeden z naszych liderów trafnie podsumował gotowość przystąpienia do egzaminu: „Jeśli przystępujesz do egzaminu z psem, to odpowiedz sobie na pytanie: jeśli zaginęłoby twoje dziecko, czy puściłbyś swojego psa na poszukiwania? Bo jeżeli odpowiesz sobie »nie«, to nie przystępuj do tego egzaminu”. Każdy przewodnik powinien ufać swojemu psu. To na przewodniku spoczywa obowiązek i wzięcie odpowiedzialności za to, czy sektor został dokładnie przeszukany.  To przewodnik musi powiedzieć: pies tutaj nikogo nie znalazł. Jeśli udzieli błędnej informacji, może to oznaczać, że odebrał komuś szansę na przeżycie. Jeżeli przewodnik nie jest pewien, czy sektor został dokładnie sprawdzony albo czy pies wskazał ewentualne miejsce, w którym może znajdować się poszkodowany, to zawsze wysyłamy drugiego psa na potwierdzenie.

Dla wielu osób pies ratowniczy jest tożsamy z psem policyjnym, czyli tropiącym. Czy jest w ogóle jakaś różnica?  

 

J.S.: Na tej płaszczyźnie panuje ścisła współpraca. Nie możemy tu mówić o jakiejkolwiek rywalizacji. Każdy z nich ma do wykonania swoją „pracę”. W akcji poszukiwawczej w pierwszych godzinach od zaginięcia bierze udział pies tropiący. Czas odgrywa znaczącą rolę. Gdy pies tropiący kończy swoją pracę, zaczyna ją pies ratowniczy. Pies ratowniczy nie potrzebuje próbki zapachowej, jak w przypadku psa tropiącego, ponieważ wskazuje każdą żywą osobę: zarówno przysypaną liśćmi czy gruzami, osobę, która wpadła do studzienki lub wąwozu, jak i taką, która nie ma sił wołać o pomoc lub przemieszczać się z powodu na przykład urazu albo choroby. Gdy pies ratowniczy zlokalizuje zapach żywej osoby, ściąga przewodnika do poszkodowanego na przykład głosem, szczekając.

 

Podobno budowanie więzi z psem to codzienna praca nad motywacją. Jak to wygląda w praktyce?

 

J.S.: Motywacja stymuluje, wzbudza siły i chęci do działania. Nagroda ma wpływ na motywację psa do trenowanego zadania. Najczęściej nagradzamy psa poprzez zabawę. Psy są poniekąd materialistami, tak jak ludzie potrzebują motywacji. Wykorzystujemy to i staramy się „płacić” psom za wykonywanie pracy, jednak robimy to w świadomy sposób. Warunkujemy psa na różne okoliczności, ale nie zawsze podanie najcenniejszej nagrody jest wskazane. Staramy się dobierać nagrody do poziomu pobudzenia zwierzęcia. Pies musi wiedzieć, kiedy i za co otrzymuje nagrodę. Najważniejsze w tym wszystkim są zasady i wysyłane sygnały. Kluczem do prawidłowej współpracy w zespole przewodnik – pies jest wzajemne zaufanie oraz budowanie więzi. Nasi przewodnicy pracują nad tym codziennie. Dokładają wszelkich starań, aby te relacje były jak najlepsze.

 

Czy jakaś akcja szczególnie utkwiła Wam w pamięci?

 

K.J.: Jesteśmy stosunkowo młodą sekcją. Działamy od 2010 roku, więc akcji nie było wiele. W naszych głowach mamy obraz ostatniej akcji, kiedy zaginął starszy człowiek chory na Alzheimera. Szczęśliwie się odnalazł. Gdy był już pod domem, na oklaski i radość ratowników, cieszących się z powrotu zaginionego, odpowiedział uśmiechem. Z dużą ufnością skierował dłonie w kierunku jednego z psów i czule go głaskał, a pies cały się rozpłynął z radości, wtulając się w poszkodowanego – to był dla nas najpiękniejszy widok i najszczęśliwszy finał akcji. Życzymy sobie takich zakończeń!

 
Jak wygląda współpraca wewnątrz sekcji?

 

J.S. i K.J.: Sekcja liczy osiemnaście osób i czternaście psów. Dla nas priorytetem jest to, żeby przewodnicy mieli dobre życie osobiste. Jeśli przewodnik jest szczęśliwy w swoim życiu prywatnym, to potrafi to szczęście przełożyć na nasz zespół i na to, co robi. Bardzo szanujemy to, że członkowie sekcji chcą mieć czas dla swoich rodzin i staramy się tak układać treningi, żeby mieli dla nich czas. Nasza pasja jest naszym wspólnym dziełem, dziełem ludzkich rąk za pomocą psiego nosa. Niedoskonałości, trudności zmuszają nas do zatrzymania się, do refleksji. W naszej pracy kryje się prawda, którą trzeba zauważyć. W trakcie  naszych  zmagań  nie ustrzegliśmy się przed niepowodzeniami, ale wiemy, że jeśli coś sprawia nam radość, to wkładamy w to całe serce – niezależnie od tego, co powstanie. Sam proces tworzenia jest już nagrodą za odwagę, otwartość. W głowie mamy idealny przebieg treningu, idealnego psa, idealnego ratownika. A w  rzeczywistości? Ani człowiek, ani pies to nie maszyna. Ważne jest to, że uczymy się budować spokój, wyciągać wnioski i akceptować siebie w całości. Czasem trzeba poszukać takiego obszaru, w którym możemy być tacy, jak chcemy. Wtedy jest to pasja i realizujemy nasze marzenia, rozwijamy się. Nikogo nie trzeba przekonywać, jak cenny w dzisiejszych czasach jest wolontariat oraz jak wiele ciepła i pogody ducha wnoszą wolontariusze swą pracą na rzecz innych. Jesteśmy tyle warci, ile możemy dać innym!

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

Kinga Dziadosz
13.06.2012 r.

 
Przeczytaj artykuł na stronie:
http://www.planetaszczecin.pl/jestesmy-tyle-warci-ile-mozemy-dac-innym/